Wypadek na Zamarłej – lipiec 2010 – Magda

17 lipca wraz mezem oraz Kuba i Piotrem wybralismy sie z Hali Gasienicowej na Zamarla Turnie. Pogoda byla piekna, a plan byl prosty: loimy do oporu. Po zjazdach chlopacy poszli na Lewych Wrzesniaków, a ja Bartkiem na Prawych. Podczas pierwszych 3 wyciagów pogoda byla dobra.

 

Podczas prowadzenia ostatniego – 4 wyciagu pogoda szybko zaczela sie zalamywac. Mimo ze teren byl latwy i posuwalam sie szybko w polowie wyciagu zlapal mnie deszcz. Wyciag ukonczylam w totalnym zlewie. Bartek doszedl do mnie juz w gradzie. Rozpetala sie burza. Przed nami ze stanu zjezdzal zespól taterników, my pakowalismy rzeczy. Nie wpielismy sie – teren byl latwy i musielismy sie spieszyc poza tym czekalo nas tylko 25 – 30m zjazdu. Rozwiazalam jedna zyle liny, gdy uderzyl piorun. Jak sie potem okazalo uderzyl prosto w Bartka. Rozrzucilo nas na dwie strony grani – mnie na poludniowa, a Bartka na pólnocna. Wtedy nie wiedzialam czy zdazylam rozwiazac sie calkiem z liny – jak sie okazalo nie zdazylam rozwiazac drugiej zyly. Przelecialam ok. 20 – 25m terenem 3-kowym. Zatrzymalam sie glowa w dól i twarza do skaly, wiec nie moglam sie zorientowac w mojej sytuacji. Po jakis 30 sekundach ruszylam znów w dól. Po przeleceniu kolejnych 15m o dziwo zawislam na linie. Co prawda znów glowa w dól, ale tym razem twarza do frontu. Widzialam, ze znajduje sie ponizej stanu od ostatniego wyciagu Klasycznej. Pode mna byl zespól wspinaczy. Jeden z nich udzielil mi pomocy. Pozostalo czekac tylko na smiglo. Torowcy dotarli do nas bardzo szybko, mimo burzy. Bartka zabrali po okolo 30 minutach od zgloszenia wypadku. Ze mna bylo troche wiecej problemu, poniewaz znajdowalam sie w pionowej scianie. Podejrzewalam zlamanie nogi. Po zaladowaniu na nosze odtransportowano mnie do szpitala w Zakopanym. Ratownicy mówili, ze Bartek jest juz w szpitali, przytomny. Niestety Bartek w wyniku obrazen wewnetrznych, po wielogodzinnej walce zmarl o godzinie 22:50.
Jak pózniej ustalilam po rozmowach z Toprem i zespolami taterników, którzy znalezli mnie i Bartka sytuacja wygladala nastepujaco: Zespól, który spotkalismy na grani po ukonczeniu drogi byl tym samym zespolem, który znalazl Bartka i udzielil mu pierwszej pomocy; Bartek po przeleceniu ok. 20m zawisl na linie po pólnocnej stronie Zamarlej Turni, tam znalazl go wspomniany zespól taterników i odcial z liny myslac, ze ja znajduje sie na stanie; mój drugi upadek byl zwiazany z tymze odcieciem liny; luzna lina, która wczesniej laczyla mnie z mezem szczesliwie zaklinowala sie miedzy glazami. Bartek az do dotarcia do szpitala byl przytomny, nie odczuwal zadnego bólu, nic nie wskazywalo na tak powazny stan, w jakim byl. Ja z wypadku wyszlam calo.

 

 

Bartek byl wspanialym mezem, moim najlepszym przyjacielem i partnerem z liny. Mimo ze tak krótko bylismy malzenstwem znalam go bardzo dobrze. Rozumielismy sie bez slów. Bartek byl tez wspanialym czlowiekiem, niezrównanym wykladowca, milosnikiem muzyki barokowej, nauk biologicznych oraz koszykówki. Zawsze pomocny, dla kazdego znajdowal czas. Jego wielka miloscia byly góry. Zawsze powtarzal, ze chcialby w nich umrzec. Od momentu, gdy sie poznalismy wspinalismy sie razem – w naszych rodzinnych Sokolikach, polskich piaskach, Tatrach, Dolomitach. Próbowalismy naszych sil takze zima, poligonem byly Sniezne Kotly. Z cala pewnoscia mozna powiedziec o Bartku – Taternik.

Magda

Share: