Dorota – Kurs wspinaczki na asekuracji własnej, czyli „nie taki straszny, jak go malują”…

Dwa lata temu, kiedy zaczęłam się wspinać i przeszłam czterodniowy podstawowy kurs skałkowy po drogach ubezpieczonych, na pytanie mojego klubowego kolegi Darka: „Czy zamierzasz się wspinać tradowo?” odpowiedziałam – z pełnym przekonaniem – „Nigdy w życiu, to dla mnie za duże wyzwanie”.

„Nigdy w życiu” trwało kilkanaście miesięcy. W tym czasie wspinałam się sportowo i przyglądałam się z podziwem koleżankom i kolegom działającym w tradzie. Dopiero moje zimowe przygody w Tatrach, a konkretnie pierwsze prowadzenie na asekuracji lotnej na szczytach Świnicy, dały mi satysfakcję tak znacząco większą od wynikającej z poprowadzenia jakiejkolwiek drogi sportowej, że zaczęłam poważnie myśleć o nauce asekuracji tradycyjnej.

Dojrzewałam do tego tematu ponad kwartał. Niepodziewanie na kwietniowym wyjeździe klubowym w Sokoliki pojawiła się okazja do postawienia pierwszych kroków w tradzie po okiem doświadczonego kolegi z KWZG, Witka, na spacerowej drodze po przełączce na Sokolcu.  No i duża przyjemność, bo trad to nie tylko wspinanie, ale i sporo operacji linowych, obmyślanie stategii osadzania asekuracji z myślą o bezpieczeństwie swoim i partnera. Delikatnie zapachniało wysokogórską przygodą..

Wybór szkoły, w której zrobię kurs, był nieprzypadkowy – większość moich klubowych kolegów i koleżanek polecało Sudecką Szkołę Wspinaczki, czyli kurs u Blondasa, czyli Jarka Liwacza, instruktora PZA, rezydującego w Sokolikach „Księcia Sukiennic”*, znanego miłośnika czystości stylu czy pokonywania dróg „na żywca”. Ba, naukę u niego polecali nawet instruktorzy z „konkurencyjnych” szkół wspinania, u których wiedzę zdobywałam na kursie zimowej turystyki kwalifikowanej.

No to nad czym się zastanawiać? No może tylko nad tym, że w relacjach z kursów pojawia się cięty język i ironiczne poczucie humoru Blondasa. Hmm.. A jak sama na to zareaguję? Czy wykażę się wystarczającą dozą dystansu? Czy może kurs dla mnie skończy się po 2 dniach? W końcu żaden ze mnie dobry czy odważny wspinacz, ale język też mam cięty.. czy starczy mi wytrwałości i pokory?

Może być różnie, ale biorę wszelkie ryzyka na siebie i jadę. 4 dni chyba dam radę..?

Zaczynamy w słoneczny czerwcowy czwartek o godzinie 9:00 na campie 9up w Trzcińsku. Jest punktualnie, szybkie zapoznanie, podział na zespoły i przydzielenie szpeju na 4 dni kursu. Prognozy pogody na najbliższe dni są nieco deszczowe, dlatego dowiadujemy się, że będziemy zaczynać nieco wcześniej, niż było planowane, żeby wykorzystać te chwile, kiedy jest sucho.

Ostatecznie nie padało wcale, pogoda dopisała nadzwyczaj, a my zaczynaliśmy się wspinać wcześniej, by – zgodnie ze starą zasadą – skończyć później. Po trzech dniach intensywnego ćwiczenia wspinania na asekuracji własnej, zaczynam zazdrościć kolegom z innych kursów, że już są po obiedzie, kiedy ja brudna i zmęczona wracam ze skał.. Na czwarty dzień, gdy kończyła się już nam skóra na palcach – odpoczynek przy wykładzie nt historii, etyki i technik wspinania. Potem nauka budowy stanowisk przeróżnego typu oraz wychodzenie na linie i odblokowanie przyrządu pod obciążeniem partnera. Tym sposobem ustalony przez PZA program został zrealizowany.

A jakie elementy szkolenia zasługują wg mnie na szczególne wyróżnienie?

  1. Trening umiejętności.

Wszystkie drogi robiliśmy wielowyciągowo (nawet te jednowyciągowe). Stąd nieustanne ćwiczenie zakładania przelotów, budowy stanowisk, wciągania partnera, czyszczenia drogi i zjazdów. Treningu umiejętności nigdy dość, nawet ktoś nieco oporny na wiedzę ma czas „załapać” o co chodzi.

  1. Dobór kadry instruktorskiej.

Jarka Liwacza charakteryzuje duże poszanowanie do tradycji wspinaczkowych i czystości stylu, co stara się przekazać swoim kursantom. Dla mnie to ogromny plus, bo wspinaczka zachwyciła mnie nie tylko od strony estetycznej, jako wysiłek kształtujący charakter, piękno ruchu wspinaczkowego, czy bliski kontakt z przyrodą, ale równie ważna jest dla mnie etyka związana ze wspinaniem i funkcjonowaniem w środowisku wspinaczkowym. Do tego dodałabym jeszcze pełne zaangażowanie w prowadzenie szkolenia i spręż, który musiał udzielić się także nam.

Ze względu na liczbę kursantów (6), Blondasa wspierała instruktorka PZA, Gosia Grabska. Była to dla mnie szczególnie miła niespodzianka, ponieważ śledziłam niedawne (sierpień 2016 r.) klasyczne przejścia Gosi Grabskiej w parze z Karoliną Ośką Filara Kazalnicy oraz Wariantu R na Mnichu – pierwsze kobiece przejścia obu dróg! Kibicowałam Dziewczynom mocno. Poza tym siła spokoju Gosi jest nie do przecenienia.

  1. Dobór dróg pozwalający na przećwiczenie różnych technik: rajbungi, kominy, czy wspinanie się w rysach. Trudności dobierane są do możliwości uczestników – również do możliwości maksymalnych, jest więc okazja powalczyć w skale.

Drogi, które poznałam na kursie z pewnością należą do ładniejszych w Sokolikach. Wiele z nich to były drogi klasyczne, dzięki czemu można było pomyśleć o wysiłku, odwadze i kreatywności pionierów wspinaczki.

  1. Czujność Instruktora.

Nie miejcie złudzeń, jeśli popełnicie jakikolwiek błąd, Instruktor „wyrośnie” wam wprost za plecami. Będziecie obserwowani przez cały czas, nic nie umknie jego uwadze. Szósty zmysł? Czy lata praktyki z kursantami?

Poprawność osadzania asekuracji była sprawdzana wielokrotnie. Na tym szczególnie mi zależało, bo to był dla mnie nowy temat. Część operacji linowych poznałam na innych kursach, ale przydało się też doszkolenie i podniesienie sprawności wykonywanych czynności wspinaczkowych.

Cztery dni szybko minęły, lecz pozostawiły po sobie nową wiedzę i nowe umiejętności, szersze spojrzenie na możliwości wspinania się w Sokolikach i coraz większy apetyt na wielowyciągi, również w innych rejonach. Dla mnie wspinanie się „na  własnej” to wspinanie pełne wolności wyboru i ciągłego brania odpowiedzialności za bezpieczeństwo swoje i partnera. Dużo niezależności, czyli to, co tak sobie cenię na co dzień. Czy to będzie dla mnie początek nowej przygody…?

A jeśli chodzi o ten cięty język Jarka L., którego nieco się obawiałam przed kursem, to.. Odrobina poczucia humoru i dystansu w zupełności załatwia sprawę. Ogólnie w życiu jest to wskazane, wspinaczka nie jest wyjątkiem. W przeciwnym razie zardzewiejemy.

Fot. www.drytooling.pl

Polecam wywiad z J. Liwaczem https://www.goryonline.com/jarek-blondas-liwacz—ksiaze-sukiennic,10483,i.html

Zdjęcia: Jarek Liwacz, Artur Szałankiewicz, Jan Kniahnicki, Dorota Bogdańska, www.drytooling.pl